Pokazywanie postów oznaczonych etykietą internet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą internet. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 listopada 2015

Facebookowe zachowania, których nigdy nie zrozumiem

Im więcej znajomych na fejsie tym większy mindfuck można sobie zaserwować, a im większa różnorodność osób, przekrój wiekowy i styl życia tym częściej można skończyć zbierając szczękę z biurka na widok udostępnianych treści. Zuckerbergowi dziękuję za funkcję blokowania wyświetleń poszczególnych osób.



Konto na facebooku posiadam od końca 2009 roku. Mogłabym nawet powiedzieć, że pojawiłam się tam „zanim to było modne”, wyszukiwarka znalazła mi zaledwie kilkunastu znajomych. Mniej więcej w tamtym okresie zaczął pojawiać się stopniowy wysyp kont użytkowników. Podejrzewam, że prędzej czy później każdy z nas będzie tym fejsowym upierdliwcem, ja również nim byłam. Byłam typem namolnego rolnika, mianowicie namiętnie prowadziłam swoją wirtualną farmę, w którą trzeba było inwestować sporo czasu i materiałów budowlanych w postaci desek, cegieł, gwoździ, czy chociażby głupiego młotka, o które żebrałam znajomych. O ile jeszcze współgracze mogli to zrozumieć, to podejrzewam, że hurtowo udostępniane przeze mnie posty o tym, że „Katarzyna potrzebuje 5 desek do wybudowania nowej stodoły” albo „Wyślij mi 2 uprzęże dla konia, bo potrzebuję stajni” mogły być lekko irytujące. Szczerze w tym momencie uderzam się w pierś i pozdrawiam wszystkich, którzy mnie zablokowali, tym bardziej, że po fazie na farmę nastały etapy prowadzenia cukierni i prowadzenia amerykańskiego ranczo.

czwartek, 16 lipca 2015

Wspomagacze prokrastynacji (zrobisz to jutro...)

Piszesz licencjat? Magisterkę? Oblałeś matę na maturze? A może jesteś freelancerem i właśnie dostałeś ciekawe zlecenie, przy którym szorowanie zaschniętej patelni wydaje się być arcykreatywnym zajeciem? A może po prostu do Twojego urlopu zostało jeszcze sporo czasu, wszyscy wyjechali a Ty nie masz jak zabić czasu? Jeśli tak, to idealnie trafiłeś! 



Założę się, że jest tu parę osób, dla których wakacje nie są do końca wakacjami lecz okresem przejściowym pomiędzy oblaniem czegoś a poprawką. Albo nie podejściem do czegoś a drugim terminem. Sytuacja znana na 99% społeczeństwa, przynajmniej tej cześci, która miała jakąkolwiek przygodę z bardziej zaawansowaną edukacją. Żeby nie było - jestem świadoma powagi sytuacji, kampania wrześniowa lub obrona w październiku to nic fajnego zważywszy na to jak szybko wtedy lecą wakacje i jak ciężkim balastem jest świadomość, że w końcu TRZEBA usiąść na dupie, wylogować się z fejsa, uświadomić sobie, że i tak nie dasz rady obejrzeć całego youtuba, że okna są wystarczająco czyste a piasek na pustyni czuje się świetnie takim jaki jest i nie ma potrzeby go zamiatać.