poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dzień Dziecka - Jak spędzałam czas bez internetu?

"Dzieciaki teraz to tylko przed komputerami siedzą", "Te podwórka takie puste", "Zero kreatywności". Coś w tym jest, to prawda, że na podwórku jakoś mniej tłoczno. Prawdą jest też, że w większości przypadków jeśli dziecku nie podsuniesz zabawy pod nos, to samo nic sobie nie wymyśli, a już na pewno nie na cały dzień, nie mówiąc już o zajawce na całe wakacje! Czym zajmowała się mała Kaśka, kiedy na komputerze mogła jedynie rysować w paincie i układać pasjansa?

http://meggielynne.tumblr.com/post/45230557461/marshall-beach


1. Albumy, pamiętniki, zeszyty
Kilogramy, stosy, tony albumów o wszystkim. O psach, kotach, owadach, księżniczkach, a na samym końcu o idolach. Największym projektem był prowadzony wspólnie z dwiema koleżankami album o (uwaga) Ich Troje (!), Alicji Janosz i Ewelinie Flincie. Było tam wszystko, zdjęcia, wywiady, przepisywane ręcznie teksty piosenek. W rezultacie wszystkie Bravo i Popcorny przypominały ser z dziurami, bo wszystko co nas interesowało było przenoszone do zeszytu. Miałyśmy też zeszyt z wierszami o Atomówkach (pisałyśmy je same), ale pomysł się nie przyjął :P

2. Podchody
Zabawa na cały dzień. Strzałki prowadzące prosto do celu oraz te "zmyłkowe", które prowadziły w jakieś dziuro-krzaki. Końcową nagrodą-skarbem była najczęściej butelka po litrowej Hoop Coli. Po drodze zdarzały się łamigłówki o najwyższym poziomie zaawansowania, typu "Dodaj 2 do 2. Tyle kroków zrób w stronę latarni, tam będzie następna strzałka".

3. Bazy w krzakach
Generalnie możnaby uznać, że krzaki były moim drugim domem :P Znosiliśmy tam wszystko, co można było znaleźć w okolicy - patyki, cegły, stare krzesła, deski... A że w naszym towarzystwie znalazło się kilku kolegów typu "złota rączka" to deski natychmiastowo przemieniały się w prowizoryczną krzakową meblościankę. Obecnie po krzakach nie ma śladu, większość naszych dawnych baz zostało zaoranych w celu budowy kolejnego parkingu wielkości pasa startowego. 

4. Handel
Każdy coś próbował opchnąć - a to swoje rysunki, karteczki, kapsle, worek kamieni czy bukiet patyków ("To taka nowa moda, idź i zapytaj mamy. Jedyne 5zł!"). Ja, żeby nie przeginać z wcsikaniem bubli, prowadziłam stoisko z bransoletkami z muliny. Kokosów na tym nie zbiłam, ale przynajmniej dowiedziałam się od upierdliwego sąsiada czym są podatki i skarbówka. Tak, sąsiad skutecznie postraszył mnie policją, więc zwinęłam interes.

5. Blogowanie
Kulminacja blogowej fazy przypadła nam dokładnie na 2004 i 2005 rok, kiedy internet stał się już powszechny. "Powszechny", bo oczywiście zapobiegliwość moich rodziców ("Uzależni się") sprawiła, że byłam chyba ostatnia na osiedlu, która miała stałe łącze. W rezultacie blogowałam z doskoku u koleżanek. Pisałyśmy oczywiście o wszystkim - co robiłyśmy, kto w kim się zakochał, kto co zjadł i o której poszedł spać. Najśmieszniejszą anegdotką z całej tej blogowej przygody była akcja z dodawaniem linków na boczny pasek strony. Od samego początku, nie mając jeszcze doświadczenia z komputerem, każdy link do każdej strony przepisywałyśmy z górnego paska na kartkę, a następnie z kartki na stronę. Na szczęście kuzyn jednej z koleżanek, zaraz po zrezygnowanym facepalmie, litościwie poinformował nas o istnieniu funkcji Kopiuj-Wklej. Od tego momentu nasza blogowa kariera nabrała tempa, ale ostatecznie nic z tego nie wyniknęło - chyba niewiele osób chciało czytać o Diddlach :P


Oczywiście wszystkie standardowe wiszenie na trzepaku głową w dół, zabawy w berka, zbijaka, ziemię oraz wiele innych gier przez nas wymyślonych również były na porządku dziennym i nie ma nawet sensu o nich wspominać. Prawdą jest, że nie zamieniłabym tamtych czasów na żaden inny, jestem przeszczęśliwa, że miałam okazję bawić się bez tableta i całodniowego internetu, że wychodząc na dwór wszyscy już tam byli i nie potrzebowaliśmy komórek, że można było wyjść o 10 i wrócić o 22 pachnąc kurzem, błotem i, oczywiście, krzakami. 

8 komentarzy:

  1. Ja całe swoje dzieciństwo spędziłam praktycznie na podwórku ze znajomymi, grając m.in. w kluchy. :)
    www.kaskawsieci.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Kluchy? A cóż to, nie mieliśmy tego na podwórku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasy mojego dzieciństwa to brak internetu, więc problem siedzenia przed komperm nie istniał. Pododbnie sprawa się miała z TV - były tylko 2 programy. Całe dnie siedziało się zatem na dworze, jak tylko pogoda sprzyjała. A jak nie sprzyjała - to mogłam czytać i o świecie zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  4. A nie robiliście pokazów akrobatycznych i tanecznych na trzepaku? O ludzie trzepak to był nasz drugi dom. Przed blokiem były dwa, jeden chłopaków, jeden nasz i oczywiście zawsze były między nimi bitwy :) Chłopcy kontra dziewczyny for ever :P A jak byliśmy starsi to robiliśmy zawody na Miss i Mistera podwórka :D Albo Olimpiadę gdzie dyscypliny to skok ze schodków, skok z rozbujanej chuśtawki, biegi do okoła bloku itp. Smutno się patrzy na to puste podwórko obecnie - zastanawiałam się właśnie czy to wina tego, że ilość dzieci w blokach zmalała, czy faktycznie internet ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzepak! Jak mogłam pominąć 😃 tak, były pokazy akrobatyczne i taneczne, tym bardziej że wtedy tańczyłam w zespole i uczyłam układów wszystkie dziewczyny 😜 nawet robiliśmy plakaty z zaproszeniem na występ i rozklejałyśmy na klatkach schodowych. Nikt nie przyszedł 😃

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze, jak czytam ten wpis, to jakbym czytala momenty z mojego zycia. Podchody, to byla jedna z moich ulubionych zabaw! TE bazy jak to pieknie ujelas tez :)
    Godziny spedzone na lawce przed blokiem sa niezliczone.
    I GRA W GUME !!!


    Smutne jest, ze nasze dzieci nie beda sie tak bawic. Tyle radosci ich omija :( tyle nauki zycia tak naprawde.


    Swietny wpis! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podchody to jedna z bardziej rozwijających zabaw ever, pod warunkiem, że są ciekawie zorganizowane i nie polegają jedynie na rysowaniu strzałek :) Guma też u nas była! I kapsle z wyrysowanym torem kredą na chodniku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja chrześnica lubi pytać "a co ty Kasia robiłaś, jak nie miałaś tableta?" i opowiadam jej o tym wszystkim a jej oczy robią się coraz większe, zdziwione i zszokowane. Tak samo jak moje oczy kiedy pytałam rodziców, co robili oni :P Ostatecznie każde dziecko z każdego pokolenia kiedyś zrobi wielkie oczy na opowieści starszych - czasu nie zatrzymamy, technika nadal będzie szła naprzód :)

    OdpowiedzUsuń