środa, 24 czerwca 2015

Czasem znajomość trzeba zwyczajnie zakończyć.

Dawniej było prościej - miałeś 10 lat i zasób problemów ograniczony do kwestii karteczek w segregatorze i tego, czy jesteś lubiany na podwórku. Najlepsze w tym było to, że nie musiałeś żyć długo w niepewności, bo kiedy ktoś miał cię w nosie to a) zachowywał się tak, że ewidentnie było to widać, lub b) mówił ci to w twarz. Im jesteś starszy tym trudniej jest wykminić co dana osoba ma obecnie w głowie i w rezultacie dochodzi do sytuacji, że bujasz się w jakiejś chorej relacji przez X lat, bo nawzajem się oszukujecie. Ja już wiem, kiedy wybrać tryb ewakuacji.

Źródło http://1cita.com/dating_tips/DS_end_friendship


Człowiek z biegiem lat ma naturalnie mniej czasu na spotkania ze znajomymi, bo albo ma absorbującą pracę, albo studia, albo właśnie zakochał się bez pamięci i świat dla niego przestał istnieć, albo zwyczajnie w świecie woli obejrzeć serial czy poczytać książkę niż prowadzić bzdurne konwersacje z osobami, z którymi nie do końca się dogaduje. Każdy ma prawo do swojego wyboru, ja również, dlatego mówiąc prosto z mostu - nie należę do osób, które mają kilkanaście sztuk znajomych i z każdym z osobna jestem mega zżyta. Nie chodzę na domówki ani do klubów. Utrzymać dobry poziom relacji jest mi równie ciężko jak simowi, któremu spada słupek "znajomości" kiedy za długo nie dzwoni do drugiego sima. Ale najciekawsze jest to, że kiedy poznałam przyczynę takiego stanu rzeczy, nagle przestało mi to przeszkadzać!

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Tydzień w pigułce (2)

A tak na prawdę to dwa tygodnie w pigułce :)


Jak pewnie większość zauważyła - mamy czerwiec. I w tym roku po raz pierwszy odkąd pamiętam miesiąc ten nie wiązał się ze stresem, z krwiożerczą sesją, morderczymi deadline'ami oddawania czegokolwiek, wątpliwościami czy będzie pasek i czy ta spódniczka nie jest za krótka na zakończenie roku. W tym roku po raz pierwszy, odkąd poszłam do podstawówki, jedynym moim zmartwieniem jest pożegnanie się z moimi uczniami na 3 miesiące, a z niektórymi na zawsze.

czwartek, 11 czerwca 2015

Jak dać zabić się perfekcjonizmowi - krótki poradnik.

Mija kolejna godzina spędzona na wegetowaniu z stosie notatek. Jest już 21.00, egzamin jutro o 8.30 więc wypadałoby powoli zamykać ten interes z kserowaną makulaturą i iść spać - w końcu wypoczęty umysł to produktywny umysł. Nie umiem nic. NIC. Wszystko się miesza, każde pojęcie i jego definicja wydają się być podobne do poprzedniego. Każde słówko brzmi podobnie, wszystkie są na "D" albo na "A" - a te mi do głowy wchodzą najgorzej. Nie zdam. Trudno, będzie kampania wrześniowa. Raz nie zawsze, nie muszę być ze wszystkiego najlepsza.... Taa. Idę spać.

Nie mogę spać. W głowie trzepoczą mi słówka i idiomy. Indignation. Chimera. Affiliation. Antidisestablishmentarianism.

1 w nocy. Nie śpię.
1:30. Nie śpię, bo słówka.
2 w nocy. Śpię.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Tydzień w pigułce (1)


Co jak co, ale aura jaką zaserwowała nam pogoda podczas ostatniego długiego weekendu była zwalająca z nóg, dosłownie i w przenośni. I tak jak majówkę mieliśmy średnio udaną, to tym razem postanowiliśmy wykorzystać te dni na maxa i nie zalegać tyłkami na kanapie przed serialem. Chociaż czas na serial też się znalazł :P


Tydzień w skrócie przedstawiał się następująco:

piątek, 5 czerwca 2015

Emigracja? No, thanks.

Jeżeli ta nasza rzekoma "kamieni kupa" przestanie kiedyś istnieć i trzeba będzie spakować bety w tobołek na kijku i wyruszyć w stronę obiecującego zachodu, to zapewne będę ostatnia, która zgasi tu światło. A zanim to zrobię to jeszcze usiądę sobie na 10 minut i popatrzę, zanim pójdę.

Źródło http://campus.ie/surviving-college/job-news/emigration-once-again

Teoretycznie powinno mnie ciągnąć za granicę gdzieś w kierunku krajów anglojęzycznych z racji skończonego kierunku i fascynacji, które nabyłam z czasem spędzonym na uczelni. I w sumie ciągnie, gdybym mogła to poobwieszałabym się zdjęciami południowych stanów, Route 66 i kanionami w Utah, jeździłabym pickupem i łaziła rozczochrana i wyzwolona jak Lana Del Rey. Mogłabym mieć ranczo i gonić byki w kraciastej koszuli. Albo jeździć na Harleyu przytulona do odzianych w czarną skórę pleców mojego chłopaka.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dzień Dziecka - Jak spędzałam czas bez internetu?

"Dzieciaki teraz to tylko przed komputerami siedzą", "Te podwórka takie puste", "Zero kreatywności". Coś w tym jest, to prawda, że na podwórku jakoś mniej tłoczno. Prawdą jest też, że w większości przypadków jeśli dziecku nie podsuniesz zabawy pod nos, to samo nic sobie nie wymyśli, a już na pewno nie na cały dzień, nie mówiąc już o zajawce na całe wakacje! Czym zajmowała się mała Kaśka, kiedy na komputerze mogła jedynie rysować w paincie i układać pasjansa?

http://meggielynne.tumblr.com/post/45230557461/marshall-beach


1. Albumy, pamiętniki, zeszyty
Kilogramy, stosy, tony albumów o wszystkim. O psach, kotach, owadach, księżniczkach, a na samym końcu o idolach. Największym projektem był prowadzony wspólnie z dwiema koleżankami album o (uwaga) Ich Troje (!), Alicji Janosz i Ewelinie Flincie. Było tam wszystko, zdjęcia, wywiady, przepisywane ręcznie teksty piosenek. W rezultacie wszystkie Bravo i Popcorny przypominały ser z dziurami, bo wszystko co nas interesowało było przenoszone do zeszytu. Miałyśmy też zeszyt z wierszami o Atomówkach (pisałyśmy je same), ale pomysł się nie przyjął :P